sty 01 2010
Nadmorskie winnice
Było upalne ukraińskie lato, choć gwoli ścisłości powinnam napisać, ukraińsko-rosyjskie lato, biorąc pod uwagę historię Krymu. Rosjanie długo walczyli o tę część Ukrainy, za panowania Katarzyny II należała do „Imperium Rosyjskiego”, potem w ciągu kilki wieków różne było losy Krymu, dziś należy prawnie do Ukrainy, choć w większości dalej spotkać można tutaj więcej Rosjan. Byłam wtedy po pierwszym roku filologii rosyjskiej, mój poziom języka rosyjskiego nie był wystarczający, by swobodnie dogadywać się z nosicielami języka, ale od czegoś trzeba zacząć i gdyby nie ten pierwszy wakacyjny wyjazd na Krym i długi pobyt u podnóża rozpościerających się na skałach winnic, moja fascynacja kulturą rosyjską i dzisiejszy poziom językowy byłyby na pewno uboższe. To pierwsze zetknięcie się z tak wysokimi upałami było szokiem. Nigdy wcześniej nie spędzałam tylu godzin na słońcu w 40 stopniach i zerowych opadach deszczu. Przestrzeń składająca się z szeroko rozpościerających się stepów, uboga roślinność, słońce, brak powietrza do oddychania.
Przygodę rozpoczęliśmy od Bakczysaraju, potem pojechaliśmy na Chersonez skąd udaliśmy się na południe, gdzie linią brzegową zwiedzaliśmy kolejne bardziej interesujące nas miasta. W połowie naszej wędrówki postanowiliśmy oddalić się od cywilizacji. Należało znaleźć jakąś głuszę, a wcześniej porozmawiać z jakimś tutejszym, by tę dzikość do długo wyczekiwanego odpoczynku znaleźć. Nie pamiętam już dokładnie jak kogoś udało mi się zaczepić, pamiętam, że informacje na temat jakiegoś niezatłoczonego turystami miejsca udało mi się zdobyć. Nawet kupiliśmy gdzieś starą radziecką mapę, na której nasz punkt do wypoczynku się znajdował. Tym miejscem była Słoneczna Dolina. Dziś po tych kilku latach, myślę, że nawet nasze, jak wtedy nam się wydawało „dzikie” miejsce jest już pewnie kolokwialnie powiem, – zawalone turystami. Podobnie mam wrażenie myśląc o Syberii, długo niedostępnej, ale coraz bardziej otwartej w ostatnim czasie, o czym można przekonać się, będąc na Olchonie. Do tej pory każdy widział skałę Szamankę na zdjęciu w podręczniku od geografii, teraz bez problemów można tutaj dotrzeć.
