paź 02 2010

Polskie wino…

Autor admin kategoria o winie, rodzaje win, winnice

Wino domowe

Ludzie miewają przeróżne pasje i hobby. Niektórzy na przykład parają się hobbystycznie produkcją alkoholu na domowy użytek. Mowa oczywiście o legalnej produkcji, bimbrownictwem zajmować się nie będziemy. Są tacy, którzy specjalizują się na przykład w nalewkach czy likierach. Jednak najwięcej osób zajmuje się produkcja domowego wina. Zwykle to wino niewiele ma wspólnego z winem, które można kupić w sklepie i którego podstawą są białe lub czerwone winogrona. Najczęściej wina domowej roboty to wina owocowe. Można do domowej produkcji wina użyć praktycznie wszystkich dostępnych polskich owoców. Robi się więc wina malinowe, truskawkowe, porzeczkowe, jabłkowe, a także agrestowe. Często też miesza się różne owoce. Są pewne ogólne zasady robienia domowego wina, ale tak naprawdę każdy hobbysta ma swoje sprawdzone receptury i swoje metody, którymi rzadko dzieli się z innymi. Chętnie natomiast chwali się uzyskanym efektem w postaci na przykład interesującego zapachu czy szczególnego bukietu smakowego.

Polskie winnice

Gdy myślimy o winnicach, najczęściej przychodzi nam na myśl Francja, a szczególnie Bordeaux. Pewnie też wymienimy takie miejsca jak Kalifornia, możemy też wspomnieć jakiś region we Włoszech lub Bułgarii. Rzadko jednak pierwszym krajem jaki nam przyjdzie do głowy będzie Polska. Faktem jest, że winnym potentatem jeszcze długo nie będziemy, ale mało kto wie, że i u nas są winnice. Nawet w znacznej liczbie, która pozwala na zrzeszanie się polskich producentów winogron. Są oni bardzo aktywni, ciągle uczą się od siebie nawzajem i od zagranicznych kolegów, którzy mają większe doświadczenie. Wiadomo, że polskie winogrona ze względu na klimat, w którym są uprawiane nie nadają się do produkcji każdego rodzaju wina. Natomiast w swojej klasie są naprawdę niezłe. Powstają z nich pyszne trunki, którym od czasu do czasu zdarza się nawet zdobyć jakąś nagrodę. Warto więc nie skupiać się tylko na Bordeaux i Szampanii, bo być może u siebie mamy coś równie godnego uwagi. W myśl porzekadła: cudze chwalicie…

sty 11 2010

Winnica na skale

Autor admin kategoria winnice

Większość winnic powinna, tak mi się przynajmniej zawsze wydawało, być położona w dolinie – taką zasadą kierują się na przykład portugalscy winnicy. Ale o portugalskim winie później. Krymskie winnice jakie widziałam i jakie były położone nad miejscem naszego obozu, znajdowały się na skale, wysoko ponad poziomem morza dobrych kilkanaście metrów. Pamiętam jak odkrywałam to miejsce z jednym z kolegów, z którym wtedy podróżowałam. Któregoś dni już pobytu w Słonecznej Dolinie zainteresowało jest wyżej, więc postanowiliśmy wybrać się na spacer. Wdrapaliśmy się na skałę, upał był niesamowity, może ponad 40 stopni. Zdzisiek wziął aparat, bo oczywiste było, że z takiej wysokości widok będzie przepiękny, by zamknąć go w kadrze i nie pomyliliśmy się. Na początku w ogóle nie zwróciliśmy uwagi na zieleń za naszymi plecami, a skupiliśmy się wyłącznie na pięknym krajobrazie morza przed nami. Nie pamiętam, jak długo tkwiliśmy tak wpatrzeni w dal, ale długo, odkryłam, bowiem wówczas jak bardzo morze potrafi uspokajać.

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że widok przed nami nie jest jedynym pięknem, jakie tego dnia będzie nam dane ujrzeć. Utknęliśmy w jednym punkcie na dłuższą stanowczo chwilę, ale w pewnym momencie musieliśmy się rozejrzeć dookoła, choć nie wykluczam, że zrobiliśmy to i wcześniej, nie zwróciliśmy tylko uwagi na ten szczegół, z jakim teraz zetknął się nasz wzrok, bo nigdy nawet nie przypuszczalibyśmy, że w takim miejscu ujrzymy winnicę. Zatem odwróciliśmy się i zaskoczenie nasze było niemałe. Obojgu trudno nam było uwierzyć. Zdzisiek od razu sięgnął po aparat. I zaczęliśmy rozmawiać o tutejszych winach. Technika ich wyrabiania jest, jak domyśliliśmy się po tym, co zobaczyliśmy zdecydowanie inna. Winogrona dojrzewają na powierzchni wysoko położonej, na dużym słońcu, ze sztucznie stworzonym systemem nawadniający, co nas również zdziwiło, bo jak na biedną Ukrainę zbudowanie takiego wodociągu oddalonego od miasteczka dość sporo to finansowo duże przedsięwzięcie. Ale to nie był sen, choć smaki każdego rodzaju krymskiego wina są naprawdę zróżnicowane.

sty 01 2010

Nadmorskie winnice

Autor admin kategoria winnice

Było upalne ukraińskie lato, choć gwoli ścisłości powinnam napisać, ukraińsko-rosyjskie lato, biorąc pod uwagę historię Krymu. Rosjanie długo walczyli o tę część Ukrainy, za panowania Katarzyny II należała do „Imperium Rosyjskiego”, potem w ciągu kilki wieków różne było losy Krymu, dziś należy prawnie do Ukrainy, choć w większości dalej spotkać można tutaj więcej Rosjan. Byłam wtedy po pierwszym roku filologii rosyjskiej, mój poziom języka rosyjskiego nie był wystarczający, by swobodnie dogadywać się z nosicielami języka, ale od czegoś trzeba zacząć i gdyby nie ten pierwszy wakacyjny wyjazd na Krym i długi pobyt u podnóża rozpościerających się na skałach winnic, moja fascynacja kulturą rosyjską i dzisiejszy poziom językowy byłyby na pewno uboższe. To pierwsze zetknięcie się z tak wysokimi upałami było szokiem. Nigdy wcześniej nie spędzałam tylu godzin na słońcu w 40 stopniach i zerowych opadach deszczu. Przestrzeń składająca się z szeroko rozpościerających się stepów, uboga roślinność, słońce, brak powietrza do oddychania.

Przygodę rozpoczęliśmy od Bakczysaraju, potem pojechaliśmy na Chersonez skąd udaliśmy się na południe, gdzie linią brzegową zwiedzaliśmy kolejne bardziej interesujące nas miasta. W połowie naszej wędrówki postanowiliśmy oddalić się od cywilizacji. Należało znaleźć jakąś głuszę, a wcześniej porozmawiać z jakimś tutejszym, by tę dzikość do długo wyczekiwanego odpoczynku znaleźć. Nie pamiętam już dokładnie jak kogoś udało mi się zaczepić, pamiętam, że informacje na temat jakiegoś niezatłoczonego turystami miejsca udało mi się zdobyć. Nawet kupiliśmy gdzieś starą radziecką mapę, na której nasz punkt do wypoczynku się znajdował. Tym miejscem była Słoneczna Dolina. Dziś po tych kilku latach, myślę, że nawet nasze, jak wtedy nam się wydawało „dzikie” miejsce jest już pewnie kolokwialnie powiem, – zawalone turystami. Podobnie mam wrażenie myśląc o Syberii, długo niedostępnej, ale coraz bardziej otwartej w ostatnim czasie, o czym można przekonać się, będąc na Olchonie. Do tej pory każdy widział skałę Szamankę na zdjęciu w podręczniku od geografii, teraz bez problemów można tutaj dotrzeć.