sty 31 2010

Potugalskie wina

Autor admin kategoria jak pić wino, rodzaje win

Rok temu wybrałam się z koleżanką do Portugalii. Wcześniej oczywiście czytałam informacje na temat kultury, tutejszego dobrze znanego i cenionego wina również. Ale przewodnik, a rzeczywistość w tym przypadku również to dwa różne pojęcia. Owszem w porównaniu do krymskiego wina, oczekiwałam czegoś innego, od razu prawie wyłącznie ekskluzywnego, wyjątkowego. Nie pomyliłam się i nie będzie się mylić ten, kto grzecznie będzie zwiedzać za przewodnikiem wskazaną dzielnicę win w centrum Porto, gdzie się również udałam. Przewodnik nie kłamie, mówiąc, że każda winiarnia w tej dzielnicy godnie ugości potencjalnego nabywcę. Oczywiście bywając w kilku takich miejscach przy czterdziestostopniowym upale smakowanie przeradza się w delikatne upojenie, od czego obie z Kryśką nie uciekłyśmy. Smak portugalskiego wina pamięta się jednak dokładnie jak krymskiego. Wino z Porto jest słodkie, to nie ulega wątpliwości, rozpływa się w ustach i polecam je smakoszom słodkości takim jak ja. Wino ma w przeciwieństwie do krymskiego specyficzną butelkę, szerszą, stylizowaną na portugalskie wino wieku świetności portugalskich kupców.

Ci podróżnicy, którzy dzielnie podążają po stronach przewodnika, nie doświadczą innej tradycji picia wina w Portugalii. Braga to miasteczko położone na północ od Porto ok. 40 km. Zachwyca swoim starym ryneczkiem. Dużym szokiem było dla mnie kupienie dwóch kaw i krosantów za 1,2 euro, czego oczywiście nie doświadczy turysta w Polsce. Wracając jednak do tematu wina. Przewodnik zawsze sugeruje jakieś hotele i prawdziwego życia miejscowych nie doświadczy się podróżując w taki sposób. Z koleżanką mieszkałyśmy u dość zamężnej rodziny, a opiekował się nami młodzieniec w wielu lat 20. Poznaliśmy się przez stronę, na której zainteresowani wymieniają się turystycznym doświadczeniem i w przypadku zainteresowania noclegiem, szukają chętnej osoby, która przyjmie ich w kraju, do którego zmierzają. Tak poznałam owego młodzieńca, który pewnego wieczoru zabrał mnie z Kryśką na urodzinową kolację swojego kolegi, na której miały być tłumy, a byliśmy tylko my w trójkę i trzech jeszcze kolegów. I do kolacji piliśmy dość dziwną mieszkankę, rzekomo tutejszy specyfik – otóż było to piwo w połączeniu z miejscowym winem. Smak dość egzotyczny, ale skutecznie wprowadzający w towarzysko-imprezowy nastrój.

sty 15 2010

Smak ukraińskich win

Autor admin kategoria rodzaje win

Wino Коктебель

Zatem smaki krymskich win są zróżnicowane, a i forma ich opakowania może zaskakiwać. To, że kupimy wino w dość ekskluzywnie wyglądającej butelce za równie wysoką cenę, nie znaczy, że smak będzie równie wykwintny. Możemy często nieprzyjemnie się rozczarować. Tak było i w naszym przypadku, gdy skosztowaliśmy wina Коктебел . Przy czym można było je kupić zarówno w butelce jak i w kartonie, więc oczywiście wzięliśmy w butelce. Innym razem weszliśmy do jednego z lepiej wyglądających tutejszych sklepów, by skosztować tego nektaru podczas odpoczynku u podnóża naszej winnicy i zaskoczył nas miejscowy asortyment. Wina nie były ani tanie, ani drogie cena w porównaniu z większymi ukraińskimi miastami była średnia. Doświadczeni już przez los postanowiliśmy tym razem zaryzykować i kupić coś, co piją miejscowi. To nie był zły wybór. Wino było wyśmienite, o nazwie najprawdopodobniej Каберне. Było w kartonie, ale smak był naprawdę, jak kilka lat później pite przeze mnie portugalskie wino z Porto. Zatem postanowiliśmy w ogóle nie sugerować się swoimi gustami, a gustami tutejszych.

Poczucie smaku Ukraińców w winie

W ciągu następnych dni naszego pobytu kupowaliśmy różne wina. Raz w butelkach, raz w kartonach, o wyższych i o niższych cenach i nie było reguły, co do jakości. Stwierdziliśmy, że krymscy Ukraińcy są jednak inni, przy czym trudno objaśnić ten fenomen pomieszana jakości smaku, bo czym innym wytłumaczyć położenie na półce obok siebie wina wysokiej klasy i niższej. Podczas naszej podróży zdarzało się często, że wykwintne wino było dużo tańsze od tego przysłowiowego „prostego”. W każdym razie faktem jest, że krymskie wino smakuje inaczej, jest bardziej kwaśne nawet, jeśli kupimy butelkę wina słodkiego taki ma też wówczas posmak. W Starym Krymie degustowaliśmy wina produkowanego według starej tatarskiej receptury, wino było wyśmienite, ale także o smaku delikatnie kwaśnym, a nawet słonym. Nigdy później podczas podróży nie piłam podobnego, co świadczy jednak o unikatowej recepturze krymskiego wina, choć wydaje mi się, że znawcy mogliby powątpiewać przyjechawszy tutaj, że doświadczą czegoś niepowtarzalnego. Nikt jednak nie przekona się o wyjątkowości krymskiego wina, dopóki sam tutaj nie przyjedzie.

sty 11 2010

Winnica na skale

Autor admin kategoria winnice

Większość winnic powinna, tak mi się przynajmniej zawsze wydawało, być położona w dolinie – taką zasadą kierują się na przykład portugalscy winnicy. Ale o portugalskim winie później. Krymskie winnice jakie widziałam i jakie były położone nad miejscem naszego obozu, znajdowały się na skale, wysoko ponad poziomem morza dobrych kilkanaście metrów. Pamiętam jak odkrywałam to miejsce z jednym z kolegów, z którym wtedy podróżowałam. Któregoś dni już pobytu w Słonecznej Dolinie zainteresowało jest wyżej, więc postanowiliśmy wybrać się na spacer. Wdrapaliśmy się na skałę, upał był niesamowity, może ponad 40 stopni. Zdzisiek wziął aparat, bo oczywiste było, że z takiej wysokości widok będzie przepiękny, by zamknąć go w kadrze i nie pomyliliśmy się. Na początku w ogóle nie zwróciliśmy uwagi na zieleń za naszymi plecami, a skupiliśmy się wyłącznie na pięknym krajobrazie morza przed nami. Nie pamiętam, jak długo tkwiliśmy tak wpatrzeni w dal, ale długo, odkryłam, bowiem wówczas jak bardzo morze potrafi uspokajać.

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że widok przed nami nie jest jedynym pięknem, jakie tego dnia będzie nam dane ujrzeć. Utknęliśmy w jednym punkcie na dłuższą stanowczo chwilę, ale w pewnym momencie musieliśmy się rozejrzeć dookoła, choć nie wykluczam, że zrobiliśmy to i wcześniej, nie zwróciliśmy tylko uwagi na ten szczegół, z jakim teraz zetknął się nasz wzrok, bo nigdy nawet nie przypuszczalibyśmy, że w takim miejscu ujrzymy winnicę. Zatem odwróciliśmy się i zaskoczenie nasze było niemałe. Obojgu trudno nam było uwierzyć. Zdzisiek od razu sięgnął po aparat. I zaczęliśmy rozmawiać o tutejszych winach. Technika ich wyrabiania jest, jak domyśliliśmy się po tym, co zobaczyliśmy zdecydowanie inna. Winogrona dojrzewają na powierzchni wysoko położonej, na dużym słońcu, ze sztucznie stworzonym systemem nawadniający, co nas również zdziwiło, bo jak na biedną Ukrainę zbudowanie takiego wodociągu oddalonego od miasteczka dość sporo to finansowo duże przedsięwzięcie. Ale to nie był sen, choć smaki każdego rodzaju krymskiego wina są naprawdę zróżnicowane.

sty 01 2010

Nadmorskie winnice

Autor admin kategoria winnice

Było upalne ukraińskie lato, choć gwoli ścisłości powinnam napisać, ukraińsko-rosyjskie lato, biorąc pod uwagę historię Krymu. Rosjanie długo walczyli o tę część Ukrainy, za panowania Katarzyny II należała do „Imperium Rosyjskiego”, potem w ciągu kilki wieków różne było losy Krymu, dziś należy prawnie do Ukrainy, choć w większości dalej spotkać można tutaj więcej Rosjan. Byłam wtedy po pierwszym roku filologii rosyjskiej, mój poziom języka rosyjskiego nie był wystarczający, by swobodnie dogadywać się z nosicielami języka, ale od czegoś trzeba zacząć i gdyby nie ten pierwszy wakacyjny wyjazd na Krym i długi pobyt u podnóża rozpościerających się na skałach winnic, moja fascynacja kulturą rosyjską i dzisiejszy poziom językowy byłyby na pewno uboższe. To pierwsze zetknięcie się z tak wysokimi upałami było szokiem. Nigdy wcześniej nie spędzałam tylu godzin na słońcu w 40 stopniach i zerowych opadach deszczu. Przestrzeń składająca się z szeroko rozpościerających się stepów, uboga roślinność, słońce, brak powietrza do oddychania.

Przygodę rozpoczęliśmy od Bakczysaraju, potem pojechaliśmy na Chersonez skąd udaliśmy się na południe, gdzie linią brzegową zwiedzaliśmy kolejne bardziej interesujące nas miasta. W połowie naszej wędrówki postanowiliśmy oddalić się od cywilizacji. Należało znaleźć jakąś głuszę, a wcześniej porozmawiać z jakimś tutejszym, by tę dzikość do długo wyczekiwanego odpoczynku znaleźć. Nie pamiętam już dokładnie jak kogoś udało mi się zaczepić, pamiętam, że informacje na temat jakiegoś niezatłoczonego turystami miejsca udało mi się zdobyć. Nawet kupiliśmy gdzieś starą radziecką mapę, na której nasz punkt do wypoczynku się znajdował. Tym miejscem była Słoneczna Dolina. Dziś po tych kilku latach, myślę, że nawet nasze, jak wtedy nam się wydawało „dzikie” miejsce jest już pewnie kolokwialnie powiem, – zawalone turystami. Podobnie mam wrażenie myśląc o Syberii, długo niedostępnej, ale coraz bardziej otwartej w ostatnim czasie, o czym można przekonać się, będąc na Olchonie. Do tej pory każdy widział skałę Szamankę na zdjęciu w podręczniku od geografii, teraz bez problemów można tutaj dotrzeć.